
Kiedy u Momo zaczęły się problemy z chodzeniem, jeszcze zanim dostałyśmy skierowanie na MRI zaczęłam przeszukiwać grupy dyskusyjne, by znaleźć najlepszą klinike, która zajmuje się dyskopatią. Nie wiedzialam czy to będzie potrzebne, ale wolałam mieć takie miejsce na wszelki wypadek. Kilka osób pisalo o szpitalu Krzemińskiego, jednak kilka słabych opinii mnie zniechęciło.
Tak naprawdę zadna klinika nie wyglądała wystarczająco dobrze, w koncu nie chodziło tylko o badanie i powrót do naszego weta, Momo miała się znaleźć pod opieką tego specjalisty i mial on poprowadzić dalsze leczenie. A być może również przeprowadzić trudna i niebezpieczną operacje…
Wtedy dostalam skierowanie na rezonans i zalecenie znalezienia dobrej kliniki, najlepiej takiej z polecenia.
Od razu przejrzałam odpowiedzi na moje pytanie które zadałam na grupach, ale większość polecanych miejsc byla bardzo daleko. Jednak znalazły się też osoby, które poleciły klinikę z Grudziądza-> Verum i dr. Mederskiego.
Przeszukałam internet w poszukiwaniu opinii i wszystkie okazały sie bardzo dobre, więc zadzwoniłam tam i umówiłam Momo.
Niestety nie było szybkiego terminu, pani wcisnęła nas pomiędzy pacjentów mówiąc, że to jedyne co może zrobić by wizyta i badanie odbyły sie jak najszybciej, dodała że najwyżej poczekamy klika godzin.
Skierowanie dostałyśmy jakoś w połowie tygodnia ( w czwartek skontaktowałam się z kliniką i Momo została umówiona na wtorek).
Badania (rezonans oraz tomografia) przeprowadzane sa pod narkozą, a ja panicznie się tego bałam. (Mój lęk dotyczył komplikacji które mogą się pojawić, narkoza mnie totalnie przerażała, w koncu zdarza się że ktoś się nie obudzi)
Momo odczuwała silny ból przy każdym ruchu, podniesieniu jej, starałam się więc jej za bardzo nie ruszać, ale jamnik pozbawiony możliwości chodzenia, zamkniety w domu i to w jednym miejscu..
To psy, które potrzebują by wokół nich było normalne życie, unieruchomienie w łóżku błyskawicznie doprowadziło u Momo do pojawiania się stanu depresyjnego.
Kolejny dzień leżała obolała w łóżeczku niemal bez ruchu i jak zwkle zajmowała niemal całe łóżko układając się na samym środku a ja tylko delikatnie ją glaskalam po główce, cały czas zastanawiając się jak moglabym jej pomóc przetrwać te dni. Najgorsze były chwile zmiany podkładów, bo pilnowałam by ani przez chwilę nie leżała na mokrym, tym bardziej że Momo to bardzo czysty jamnis, wystarczyło że odrobinę pomoczyla podklad i od razu zaczynala się wiercić by z niego zejść.
To były najgorsze dni, moje serce rozsypało się na milion kawałków, vzulam się tak bezradna.
Iskierki które zawsze miala w oczkach zgasły w jednej chwili, leżała smutna i bez życia, gasła w oczach.
A ja cierpiałam razem z nią, zamiast serca mialam czarna rozpaczająca dziurę, nie jadłam, nie spałam, delikatnie ja glaskalam i powtarzałam w kółko że będzie dobrze, choć mi samej ciężko było w to uwierzyć.
To tak bardzo boli kiedy widzi się te zmutne zgaszone oczka, kiedy jeszcze pare dni temu biegały pełne życia i radości, to tak bardzo boli, kiedy widzisz bezwładne nóżki które dopiero co niosły ją energicznie na każdym spacerze..
To tak bardzo boli kiedy każdy twoj dotyk wywołuje ból i w tak strasznej sytuacji nie mozesz nawet utulić i ukoić jej cierpienia.
Po 2 dniach bez snu i jedzenia, spędzonych cały czas przy Momo i cały czas płacząc….. byłam cieniem człowieka.
Non stop zastanawiałam się jak dam radę przewieźć tak chorego psa z Gdyni do Grudziądza, podróż miała się odbyć 2 autobusami + 2 pociągami, niesienie jej na rękach odpadało, użycie plecaka również, ze wzgledu na to, że bardzo ciężko byloby ja tam włożyć nie urażając bolesnego miejsca.
Żałowałam że nie zamówiłam psiego wózka, w sklepie kosztowały 500-600zl, a na Allegro były za połowę ceny. Jednak był weekend, a we wtorek rano mialysmy być już na badaniu, żadne zamówienie wysłane w poniedziałek rano nie dotarłoby na wieczór. Uznałam że nie ma wyjscia i podjechałam do sklepu po wózek. Bardzo sie wahałam, bo pies… w wózku.. trochę mi to nie pasowało, do tego zakup wózka za 600zl, kiedy pieniądze potrzebne były na leczenie, to mogła nie być dobra decyzja.
W koncu się zdecydowałam, po prostu nie mialam innej możliwości by zapewnić Momo bezpieczeństwo w czasie drogi. Weterynarze podkreslali, że Momo nie powinna się za bardzo ruszać bo każdy ruch może spowodować przemieszczenie się dysku i pogorszenie sytuacji.
Wózek kupiłam wieczorem, dlatego dopiero nastepnego dnia włożyłam do niego kocyki i postanowilam zabrać Momo na przejażdżkę, nie mogla dłużej leżeć w jednym miejscu.
Kocyki ułożyłam tak by mogła się położyć, obniżyłam zabezpieczenie by widziala wszystko.. ona zawsze tak kochała wychodzić, miałam nadzieję że kiedy będzie mogła leżeć wygodnie i jednocześnie obserwować świat to sprawię jej choć odrobinę przyjemności