
To lato 2025 bylo jak każde inne, dni spędzane na dworzu, wyjazdy nad jezioro, namiotowanie, ogniska, pieczenie kiełbasek..
Mamy z córką nasze wyjątkowe miejsce gdzie jezdzimy, rozbijamy namiot, robimy zapas drewna na ognisko. Momo kocha te wyjazdy. Mimo że nie lubi być zamknięta, na widok plecaka w ktorym podróżuje ze mna na hulajnodze reaguje jak na widok smyczy lub ubranka. Pamiętam jak kupiłam ten plecak, pełna obaw czy w ogóle ją przekonam, by tam weszła. Przez długi czas pracowałyśmy nad pozytywnym skojarzeniem. Zostawiałam plecak otwarty, wrzucałam do środka jedzenie, żeby mogła sama wejść i wyjść, bez pośpiechu.Z czasem zaczęłam ją na krótką chwilę zamykać, tylko po to, żeby od razu otworzyć i pochwalić. Nie chciałam, żeby się przestraszyła. W kolejnym roku wynosiłam ją w plecaku na krótkie spacery — szła do plecaka dosłownie na tyle, żeby ją wynieść i od razu wyjąć a dalej szła na własnych łapkach.
Następnie dodalam element jazdy hulajnogą. Było zabawy z tym wszystkim, zanim zdecydowałam się faktycznie gdzieś z nią pojechać. Pies zapamiętuje różne sytuacje i wydarzenia na zasadzie skojarzeń, placak mial się kojarzyć z wyjsciem, z przygodą.
Czego nigdy nie robilam- nie zamykalam jej na siłę, by weszła i schowała głowę wrzucalam smaczki. Bardzo dlugo ich używałam.
Nigdy nie chowam jej w szelkach czy obroży, nie wkladam nic do plecaka z wyjatkiem malego kocyka, od tego są kieszonki, nie trzymam jej kiedy piszczy. Zanim ją włożę robimy chociaż krótki spacer i kiedy piszczy tak samo. Plecak nie ma być za karę i Momo to wie.
Pamiętam moment kiedy siedzialam sobie w pokoju i nagke słyszę – Momo piszczy. Zaniepokojona wyszlam sprawdzić, a psa nie ma. Wołam, szukam.. no nie ma. Momo zniknęła. W koncu patrzę a coś w plecaku, który stał na podłodze mi się rusza. Podchodzę, a ona szczesliwa macha ogonkiem i robi to swoje „grrr” – „ja już czekam, bierz plecak, ze mną i idziemy”. I w taki oto sposób Momo powiedziała że nauka siedzenia w plecaku skończona.